Są takie dni, gdy budzisz się i wiesz, że te kilkanaście godzin, które jeszcze są przed tobą, będziesz chciał zapomnieć... Będziesz chciał, by odeszły w niepamięć... Nawet nie spodziewasz się, iż mogą to być chwile, na których myśl w przyszłości, na twojej twarzy pojawi się uśmiech.
~ 2 Marca 2008 ~
Od dwóch godzin siedziałam wycieńczona, z rozmazanym makijażem na twarzy, na ławce znajdującej się na lotnisku. Spojrzałam na zegarek. Godzina piąta rano. W korytarzu znajdowało się kilkadziesiąt ławek. Prawie wszystkie były puste. Światło zostało lekko przygaszone, aby pasażerowie czekający na swój lot mogli spokojnie przespać noc. Na ławce obok spała starsza kobieta z dwójką małych dzieci. Położyli oni głowy na swoich walizkach.
~ 1 Marca 2008 ~
Jak każdego poranka wstałam około godziny siódmej rano i w lekkim szlafroku, boso, przeszłam kilkoma krokami z sypialni do kuchni. Musiałam zrobić mojemu facetowi śniadanie. Zazwyczaj była to kawa i tosty z serem, tak więc włączyłam ekspres i wyciągnęłam z szafki dwa tosty. Po kilkunastu minutach, gdy tosty włożone przeze mnie do tostera zaczęły się już rumienić, do kuchni wszedł Konrad, który w pasie przepasany był ręcznikiem.
- Cześć kuchareczko.
Uśmiechnął się, po czym podszedł bliżej i cmoknął mnie w policzek. Ja uśmiechnęłam się zaspana, wyciągając przy użyciu kilku narzędzi kuchennych gotowych tostów. Było to kwestią przyzwyczajenia, gdyż toster zepsuł się zaraz po moim przyjeździe do Londynu.
- Ubierz się ciepło. Dzwonił Kuba i mówił, że dzisiaj czeka Was jakaś praca w terenie. Cokolwiek to znaczy.
Powiedziałam troskliwie, a następnie położyłam talerz z tostami na stole przed Konradem i nalałam mu do pustego kubka czarnej, aromatycznej kawy, której zapach wypełnił już całe nasze małe mieszkanko.
- Dobrze.
Odpowiedział, po czym po zjedzeniu zaledwie jednej kromki wstał i wyszedł z kuchni z kubkiem kawy w ręce. Oparłam się o blat i zaczesałam dłonią do tyłu moje nieułożone, lekko kręcone włosy.
- Nie jesz już?
Zapytałam zerkając kątem oka przez framugę drzwi, za którymi Konrad już ubierał bluzę i śpieszył się do pracy.
- Zjem coś po drodze. Pa.
Wyszedł trzaskając drzwiami. Ostatnią rzeczą jaką usłyszałam był, roznoszący się po klatce schodowej, stukot jego traperów o stare, drewniane stopnie. Po jego wyjściu odetchnęłam zirytowana i podniosłam talerz, po czym wrzuciłam go do zlewu, co spowodowało trzask i rozbicie się szklanego spodka.
- Cholera jasna!
Krzyknęłam, a następnie przeszłam przez krótki korytarzyk i przekroczyłam próg łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i postanowiłam wziąć długi, gorący prysznic.
Po kilku godzinach krzątania się po mieszkaniu i wysprzątaniu wszystkiego co tylko się dało, siedząc na kanapie i oglądając telewizję, doszłam do wniosku, iż czas wyjść z domu. Ubrałam się w jeansy, t-shirt oraz skórzaną kurtkę, po czym opuściłam mieszkanko, zamykając za sobą zamki.
Tak mniej więcej wyglądał każdy mój dzień od czasu przyjazdu do Londynu. Rano robienie śniadania Konradowi, a później sprzątanie po raz setny sypialni i salonu. Następnie pozostawało mi wyjście z domu w jakieś spokojne, miłe miejsce, w stylu nieznanych, Brytyjskich kawiarenek i czytanie książek. Z przyjemnością podjęłabym pracę, aczkolwiek Konrad nie chciał abym pracowała. Wolał, żebym zostawała w domu i gotowała dla niego, sprzątała. Ja jako mało asertywna osoba, oczywiście robiłam tylko to, na co pozwalał mi mój partner. Jeśli chodziło o nasze relacje, nie byliśmy małżeństwem. Poznaliśmy się w Polsce, a następnie Konrad wyleciał na wyspy. Po kilku miesiącach ja, świetnie posługująca się językiem angielskim dziewczyna bez wyższego wykształcenia, przyleciałam do Niego i... Było jak było.
Po jakiś dziesięciu minutach piechotą doszłam do mojej ulubionej kawiarni. Usiadłam przy stoliku, który przemiła kelnerka rezerwowała jak zawsze dla mnie. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do obsługi. Barman, obie kelnerki, właściciel. Już. Teraz mogłam spokojnie usiąść przy dębowym blacie i rozkoszować się lekturą romansu pożyczonego od przyjaciółki - Jasmine. Zaczytałam się i nawet nie zauważyłam kiedy minęły trzy godziny. Była godzina 16, co oznaczało, iż właśnie rozpoczynał się wieczór muzyczny. Zazwyczaj na tej małej scenie prezentowali się mało znani artyści, którzy grali kameralne koncerciki w takich oto kawiarenkach. Głównie były to jakieś wokalistki śpiewające a capella, bądź pianiści wykonujący muzykę klasyczną lub jazz.
- Witamy państwa jak codziennie o godzinie 16 na wieczorku muzycznym.
Oderwałam wzrok od pożółkłych kartek książki i uniosłam go, kierując się nim wprost na scenę, na której stał właściciel kawiarni.
- Dzisiaj naszym gościem będzie Edward Sheeran. Wokalista oraz gitarzysta, który sam komponuje swoje utwory. Mam nadzieję, iż się spodoba...
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a wszyscy zgromadzeni zaczęli klaskać. Ja również miałam taki zamiar, aczkolwiek zanim jeszcze zdążyłam odłożyć książkę na blat stołu, artysta zdążył już wejść na scenę i usiąść na krześle z gitarą w ręku. Na jego widok oparłam się z powrotem i przekrzywiłam głowę z zainteresowaniem uśmiechając się lekko. Wokalista miał rude włosy. Na jego głowie panował całkowity nieład, jakby mężczyzna ani raz w życiu nie widział grzebienia na oczy. Ubrany był w jeansy oraz szary podkoszulek, a na jego prawej ręce znajdował się jaskrawy, zielony zegarek, który automatycznie przykuwał wzrok. Mężczyzna uśmiechnął się w stronę widowni, po czym oparł gitarę na udzie i rozpoczął swój recital. Jego utwory były bardzo przyjemne. Lekkie, spokojne piosenki, których teksty nie były jak większość, które dotychczas przyszło mi usłyszeć. Te piosenki miały w sobie coś niezwykłego. Doprowadzały mnie wręcz do płaczu. Nie wiedziałam nawet kiedy, a po moim policzku spłynęła łza. Starsza kobieta siedząca przy stoliku obok zerknęła na mnie i z oczami pełnymi łez uśmiechnęła się do mnie. Odpowiedziałam nie mniejszym uśmiechem. Po godzinnym występie, wokalista wziął gitarę do ręki i zszedł ze sceny, czemu towarzyszyły głośne oklaski znaczące podziw dla artysty. Tym razem klaskałam jak najgłośniej się dało. Nie powstrzymywała mnie żadna książka bądź też inny przedmiot. W dobrym nastroju po występie, wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i wykręciłam numer Jasmine.
- Cześć. Mogę do Ciebie wpaść? Trafiłam na naprawdę dobre odkrycie muzyczne w "naszej" kawiarni. Dobrze. Będę za piętnaście minut.
Nałożyłam na siebie kurtkę i trzymając w ręce książkę pożyczoną od przyjaciółki wyszłam z kawiarni i skierowałam swe kroki w stronę ulicy, przy której znajdowało się mieszkanie Jas. Szłam spacerem przez kilka minut, myśląc o wokaliście, którego miałam okazję ujrzeć po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru, oraz o cudownej książce od Jasmine. W pewnym momencie zorientowałam się, iż od wyjścia z lokalu, ktoś idzie za mną krok w krok. Zaczęło się ściemniać, więc trochę wystraszona odwróciłam się powoli do tyłu. Moim oczom ukazał się rudowłosy mężczyzna, który jeszcze kilkanaście minut temu wykonywał piosenki doprowadzające mnie do łez.
- Oo... Edward?
Nie pamiętałam dokładnie jego imienia, gdyż zanim jeszcze zaczął śpiewać nie byłam zbytnio zainteresowana jego osobą.
- Tak?
Jeszcze bardziej ode mnie zdziwiony odpowiedział niepewnie, poprawiając przy tym gitarę, która znajdowała się na jego plecach.
- To Ty śpiewałeś przed chwilą w kawiarni za rogiem? Cudownie. Cieszę się, że istnieją na tym świecie jeszcze ludzie, którzy potrafią poprzez jedną piosenkę przekazać tak wiele.
Najwyraźniej nie wiedział co ma powiedzieć. Ja uśmiechnęłam się do Niego delikatnie, po czym odwróciłam się i kontynuowałam drogę do Jasmine. Już po niespełna kilku minutach weszłam przez duże drzwi do kamienicy i wbiegłam po schodkach na pierwsze piętro. Gdy już się tam znalazłam zapukałam do drzwi. Otworzyła mi ciemnoskóra kobieta o ślicznych, długich i ciemnych włosach, które były idealnie ułożone. Miała ogromne, czekoladowe oczy przyciągające uwagę oraz śliczny, szeroki uśmiech.
- Cześć.
Cmoknęłam ją na powitanie w policzek, a następnie przekroczyłam próg drzwi. Przeszłam korytarzem do salonu i usiadłam na sofie, zdejmując przy tym moją skórzaną kurtkę.
- Jak już mówiłam przez telefon, książka od Ciebie bardzo mi się spodobała. Bardzo wciągająca.
Uśmiechnęłam się szeroko do Jasmine, która krzątała się gdzieś po kuchni.
- Mówiłam Ci! Jest fantastyczna! Zaparzę Ci herbaty, bo z tego co widzę zmarzłaś. Dlaczego tak się ubierasz w marcu?! Zgłupiałaś?!
Moja przyjaciółka zaśmiała się, a następnie weszła do salony z dwoma kubkami gorącej herbaty cynamonowej. Zapach cynamonu wypełnił już cały salonik, co sprawiło, iż miałam coraz większą ochotę na jej wypicie.
- A tak ogólnie, co u Ciebie słychać, Wiktorio?
Zapytała Jasmine, zajmując wolne miejsce obok mnie i uśmiechając się delikatnie i uroczo zarazem.
- U mnie całkiem w porządku...
Skłamałam. Dlaczego? Może chciałam uniknąć poważnej rozmowy? Zachowałam się jak małe dziecko. Ale po prostu nie chciałam teraz zwierzać się przyjaciółce i obarczać jej moimi problemami.
- A u Ciebie Jasmine?
Uśmiechnęłam się do niej szeroko i złapałam obiema rękoma kubek pełen ciepłej, przepysznej herbaty.
- No właśnie... Miałam powiedzieć Ci razem z Chuckiem, ale... Nie mogę już dłużej czekać. Pobieramy się!
Krzyknęła głośno, a ja wstałam aby móc ją przytulić.
- Cudowna wiadomość! Pasujecie do siebie idealnie!
Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. A w myślach tylko jedno "Dlaczego ja nie mam takiego szczęścia?".
- Wiem. Zobacz jaki dostałam pierścionek. Nie przypuszczałam nawet, że sam potrafi wybrać takie cudeńko. Jejuu, będziesz mi musiała pomóc z wyborem sukni. Mam kilka szkiców, ale to się jeszcze dopracuje... A jak sądzisz, jakie kwiaty?
Nachyliłyśmy się z Jasmine nad cudownym srebrnym, pierścionkiem, posiadającym piękny, mały diament.
- Masz jeszcze sporo czasu, kochanie.
Uśmiechnęłam się szeroko, a następnie cmoknęłam ją w czoło troskliwie i zaśmiałam się cicho. Podeszłam szybko do pianina znajdującego się przy oknie i zagrałam na nim wstęp do marsza weselnego Mendelssohna.
- Będziesz musiała mi zagrać na ślubie Wiktorio...
Jasmine znów uśmiechnęła się szeroko, dzięki czemu ukazywała swoje śnieżnobiałe zęby kontrastujące z jej ciemnym kolorem skóry.
Po kilku godzinach spędzonych u przyjaciółki, około dwudziestej pierwszej, wracałam już do mieszkania. Co prawda nie chciałam tam wracać, gdyż wiedziałam co mnie czeka. Robienie kolacji dla Konrada, sprzątanie kuchni i oglądanie brytyjskich seriali.
Stanęłam przed drzwiami do mieszkania i zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu kluczy. Nagle jednak zaprzestałam, gdyż usłyszałam czyjś głos zza drzwi.
- No dobrze, ale idź już Kasiu... Zaraz wróci od tej swojej przyjaciółki, a chyba nie chcielibyśmy żeby Cię tu zobaczyła, co? Idź kocie. Widzimy się jutro.
- Jasne. Już idę się ubrać...
Kasiu? Skoro już mnie zdradzał, mu nie robić tego w naszym mieszkaniu! Otworzyłam gwałtownie drzwi i moim oczom ukazał się Konrad obejmujący w pasie jakąś kobietę.
- Gdzie schowałeś moją walizkę?
Spytałam starając się nie patrzeć na pół nagą dziewczynę, która gdzieś w naszej sypialni zgubiła bluzkę oraz biustonosz.
- Wiki, zrozum mnie...
- Wiktoria, jak już coś. A tak w ogóle - skoro już mnie zdradzasz, rób to w jakimś innym miejscu niż nasze mieszkanie!
Uniosłam głos, a następnie szybkim krokiem przeszłam do sypialni i wyszarpałam z szafy walizkę.
Od dwóch godzin siedziałam wycieńczona, z rozmazanym makijażem, na ławce znajdującej się na lotnisku. Spojrzałam na zegarek. Godzina piąta rano. W korytarzu znajdowało się kilkadziesiąt ławek. Prawie wszystkie były puste. Światło zostało lekko przygaszone, aby pasażerowie czekający na swój lot mogli spokojnie przespać noc. Na ławce obok spała starsza kobieta z dwójką małych dzieci. Położyli oni głowy na swoich walizkach. Ja czekałam na otwarcie kas, gdyż chciałam jak najszybciej kupić bilet na lot do Polski i uciec z tej cholernej Anglii. Nagle kobieta siedząca obok przebudziła się i usiadła na skraju ławki, wykonując ostrożne ruchy, by nie obudzić dzieci.
- Gdzie pani leci?
Zapytała przyglądając się mi z lekkim uśmiechem.
- Do Polski.
Odpowiedziałam niezbyt przyjemnym tonem nawet nie zerkając na pytającą.
- Polka?
Spytała po polsku kobieta, a ja dopiero teraz odwróciłam głowę w jej stronę.
- Owszem.
- Radzę Ci dziecko, zostań tutaj. Dawno temu przyleciałam tu z Polski. Sama. Od tamtej pory prowadzę spokojne życie, pensjonat. Jestem naprawdę szczęśliwa. To moje wnuki z Polski.
Zerknęła z uśmiechem na dwójkę maluchów.
- Dzisiaj przylatują tutaj ich rodzice. Czekamy na nich od wczorajszego wieczora, gdyż mieli przylecieć wczoraj, aczkolwiek lot się opóźnił. Dzieci są tu szczęśliwe, ja jestem szczęśliwa, mój syn z żoną zapewne też będą... Cokolwiek się stało - zostań w Londynie kochanie.
Poklepała mnie po ramieniu, lecz zaraz po tym obudziła dzieci i z szerokim uśmiechem wraz z nimi podeszła do dwójki dorosłych ludzi, którzy właśnie przylecieli z Wrocławia. Na ich widok sama uśmiechnęłam się lekko. Wyobraziłam sobie jak mogłoby wyglądać moje życie w Polsce. Wróciłabym do Krakowa, zamieszkałabym u mamy, nie mogłabym znaleźć pracy, opiekowałabym się moim młodszym bratem - Dominikiem, sprzątałabym dom, całymi dniami wyobrażała sobie moje życie w Londynie.
- Nie...
Szepnęłam sama do siebie, po czym wstałam z ławki i z ogromną walizką wyszłam z hali lotniska Heathrow Airport. Wsiadłam w pierwszą lepszą taksówkę i kazałam się zawieźć do mojej ukochanej kawiarni, w której zawsze czytałam książki i piłam najwspanialszą kawę w mieście.
Gdy dotarłam już na miejsce, zapłaciłam taksówkarzowi i wysiadłam następnie wyjmując walizkę z bagażnika. Na drzwiach wejściowych zauważyłam ogłoszenie. "Poszukiwany współlokator. Więcej pod numerem (...)" Przyjrzałam się karteczce, po czym wyciągnęłam z kieszeni telefon komórkowy i wykręciłam numer. Nie chciałam zwalać się na głowę mojej Jasmine, dlatego też od razu postanowiłam się ogarnąć i znaleźć sobie jakieś mieszkanko. Odebrał mężczyzna. Zdziwiłam się trochę, gdyż nie wiadomo dlaczego, przekonana byłam, iż odbierze kobieta.
- Witam. Dzwonię w sprawie ogłoszenia o poszukiwanie współlokatora. Co prawda jestem współlokatorką, ale mam nadzieję, że to nie odgrywa większej roli... ?
Zapytałam niepewnie.
- Dobry wieczór. Oczywiście, że nie. Czy moglibyśmy się spotkać? Bądź co bądź, ale niektóre sprawy łatwiej załatwiać osobiście...
Rozmówca zaśmiał się przyjaźnie, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
- Jasne. Jestem teraz w The Double Cafe. Może być tutaj, czy proponuje pan inne miejsce?
- Double Cafe? Idealnie. Właśnie tam teraz idę. Pojawię się za dziesięć minut. Proszę poczekać przy stoliku obok okna. Do zobaczenia.
Rozłączył się. Zaskoczona tym, iż mężczyzna o godzinie siódmej rano wybiera się do kawiarni, postanowiłam pójść do toalety i trochę się ogarnąć po nieprzespanej nocy. Weszłam do kawiarni uśmiechając się do kelnerki i już miałam iść do ubikacji, gdy bez zastanowienia spytałam.
- Przepraszam, czy nie poszukują przypadkiem państwo zastępstwa za poprzednią kelnerkę, która ze względu na ciążę musiała zrezygnować z pracy?
Zerknęłam pytająco na kobietę, lecz ona tylko odrzekła z lekkim uśmiechem.
- Tak... Ale musiałaby pani porozmawiać z szefem. Będzie tu za jakieś piętnaście minut.
- Rozumiem.
Odpowiedziałam przyjemnym uśmiechem i potaknęłam głową, po czym weszłam do toalety i widząc swoje odbicie w dużym lustrze zaśmiałam się głośno.
Czekałam na lokatora mieszkania już ponad piętnaście minut. Zdążyłam wypić przez ten czas dwie herbaty i zamówiłam trzecią. Zaspana starałam się powstrzymać od zaśnięcia na blacie stołu. Zerknęłam na ekran telefonu położonego na dębowej ławie. Wyświetlało się na nim 18 nieodebranych połączeń od Konrada. Na ich widok zaśmiałam się tylko kpiąco, lecz szybko uniosłam się nerwowo, gdyż usłyszałam trzask drzwi wejściowych do ciasnej kawiarni oraz ciche, aczkolwiek wypowiedziane bardzo przyjemnym głosem "Dzień dobry".
~ 2 Marca 2008 ~
Od dwóch godzin siedziałam wycieńczona, z rozmazanym makijażem na twarzy, na ławce znajdującej się na lotnisku. Spojrzałam na zegarek. Godzina piąta rano. W korytarzu znajdowało się kilkadziesiąt ławek. Prawie wszystkie były puste. Światło zostało lekko przygaszone, aby pasażerowie czekający na swój lot mogli spokojnie przespać noc. Na ławce obok spała starsza kobieta z dwójką małych dzieci. Położyli oni głowy na swoich walizkach.
~ 1 Marca 2008 ~
Jak każdego poranka wstałam około godziny siódmej rano i w lekkim szlafroku, boso, przeszłam kilkoma krokami z sypialni do kuchni. Musiałam zrobić mojemu facetowi śniadanie. Zazwyczaj była to kawa i tosty z serem, tak więc włączyłam ekspres i wyciągnęłam z szafki dwa tosty. Po kilkunastu minutach, gdy tosty włożone przeze mnie do tostera zaczęły się już rumienić, do kuchni wszedł Konrad, który w pasie przepasany był ręcznikiem.
- Cześć kuchareczko.
Uśmiechnął się, po czym podszedł bliżej i cmoknął mnie w policzek. Ja uśmiechnęłam się zaspana, wyciągając przy użyciu kilku narzędzi kuchennych gotowych tostów. Było to kwestią przyzwyczajenia, gdyż toster zepsuł się zaraz po moim przyjeździe do Londynu.
- Ubierz się ciepło. Dzwonił Kuba i mówił, że dzisiaj czeka Was jakaś praca w terenie. Cokolwiek to znaczy.
Powiedziałam troskliwie, a następnie położyłam talerz z tostami na stole przed Konradem i nalałam mu do pustego kubka czarnej, aromatycznej kawy, której zapach wypełnił już całe nasze małe mieszkanko.
- Dobrze.
Odpowiedział, po czym po zjedzeniu zaledwie jednej kromki wstał i wyszedł z kuchni z kubkiem kawy w ręce. Oparłam się o blat i zaczesałam dłonią do tyłu moje nieułożone, lekko kręcone włosy.
- Nie jesz już?
Zapytałam zerkając kątem oka przez framugę drzwi, za którymi Konrad już ubierał bluzę i śpieszył się do pracy.
- Zjem coś po drodze. Pa.
Wyszedł trzaskając drzwiami. Ostatnią rzeczą jaką usłyszałam był, roznoszący się po klatce schodowej, stukot jego traperów o stare, drewniane stopnie. Po jego wyjściu odetchnęłam zirytowana i podniosłam talerz, po czym wrzuciłam go do zlewu, co spowodowało trzask i rozbicie się szklanego spodka.
- Cholera jasna!
Krzyknęłam, a następnie przeszłam przez krótki korytarzyk i przekroczyłam próg łazienki. Zamknęłam za sobą drzwi na klucz i postanowiłam wziąć długi, gorący prysznic.
Po kilku godzinach krzątania się po mieszkaniu i wysprzątaniu wszystkiego co tylko się dało, siedząc na kanapie i oglądając telewizję, doszłam do wniosku, iż czas wyjść z domu. Ubrałam się w jeansy, t-shirt oraz skórzaną kurtkę, po czym opuściłam mieszkanko, zamykając za sobą zamki.
Tak mniej więcej wyglądał każdy mój dzień od czasu przyjazdu do Londynu. Rano robienie śniadania Konradowi, a później sprzątanie po raz setny sypialni i salonu. Następnie pozostawało mi wyjście z domu w jakieś spokojne, miłe miejsce, w stylu nieznanych, Brytyjskich kawiarenek i czytanie książek. Z przyjemnością podjęłabym pracę, aczkolwiek Konrad nie chciał abym pracowała. Wolał, żebym zostawała w domu i gotowała dla niego, sprzątała. Ja jako mało asertywna osoba, oczywiście robiłam tylko to, na co pozwalał mi mój partner. Jeśli chodziło o nasze relacje, nie byliśmy małżeństwem. Poznaliśmy się w Polsce, a następnie Konrad wyleciał na wyspy. Po kilku miesiącach ja, świetnie posługująca się językiem angielskim dziewczyna bez wyższego wykształcenia, przyleciałam do Niego i... Było jak było.
Po jakiś dziesięciu minutach piechotą doszłam do mojej ulubionej kawiarni. Usiadłam przy stoliku, który przemiła kelnerka rezerwowała jak zawsze dla mnie. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do obsługi. Barman, obie kelnerki, właściciel. Już. Teraz mogłam spokojnie usiąść przy dębowym blacie i rozkoszować się lekturą romansu pożyczonego od przyjaciółki - Jasmine. Zaczytałam się i nawet nie zauważyłam kiedy minęły trzy godziny. Była godzina 16, co oznaczało, iż właśnie rozpoczynał się wieczór muzyczny. Zazwyczaj na tej małej scenie prezentowali się mało znani artyści, którzy grali kameralne koncerciki w takich oto kawiarenkach. Głównie były to jakieś wokalistki śpiewające a capella, bądź pianiści wykonujący muzykę klasyczną lub jazz.
- Witamy państwa jak codziennie o godzinie 16 na wieczorku muzycznym.
Oderwałam wzrok od pożółkłych kartek książki i uniosłam go, kierując się nim wprost na scenę, na której stał właściciel kawiarni.
- Dzisiaj naszym gościem będzie Edward Sheeran. Wokalista oraz gitarzysta, który sam komponuje swoje utwory. Mam nadzieję, iż się spodoba...
Mężczyzna uśmiechnął się szeroko, a wszyscy zgromadzeni zaczęli klaskać. Ja również miałam taki zamiar, aczkolwiek zanim jeszcze zdążyłam odłożyć książkę na blat stołu, artysta zdążył już wejść na scenę i usiąść na krześle z gitarą w ręku. Na jego widok oparłam się z powrotem i przekrzywiłam głowę z zainteresowaniem uśmiechając się lekko. Wokalista miał rude włosy. Na jego głowie panował całkowity nieład, jakby mężczyzna ani raz w życiu nie widział grzebienia na oczy. Ubrany był w jeansy oraz szary podkoszulek, a na jego prawej ręce znajdował się jaskrawy, zielony zegarek, który automatycznie przykuwał wzrok. Mężczyzna uśmiechnął się w stronę widowni, po czym oparł gitarę na udzie i rozpoczął swój recital. Jego utwory były bardzo przyjemne. Lekkie, spokojne piosenki, których teksty nie były jak większość, które dotychczas przyszło mi usłyszeć. Te piosenki miały w sobie coś niezwykłego. Doprowadzały mnie wręcz do płaczu. Nie wiedziałam nawet kiedy, a po moim policzku spłynęła łza. Starsza kobieta siedząca przy stoliku obok zerknęła na mnie i z oczami pełnymi łez uśmiechnęła się do mnie. Odpowiedziałam nie mniejszym uśmiechem. Po godzinnym występie, wokalista wziął gitarę do ręki i zszedł ze sceny, czemu towarzyszyły głośne oklaski znaczące podziw dla artysty. Tym razem klaskałam jak najgłośniej się dało. Nie powstrzymywała mnie żadna książka bądź też inny przedmiot. W dobrym nastroju po występie, wyciągnęłam z kieszeni spodni telefon i wykręciłam numer Jasmine.
- Cześć. Mogę do Ciebie wpaść? Trafiłam na naprawdę dobre odkrycie muzyczne w "naszej" kawiarni. Dobrze. Będę za piętnaście minut.
Nałożyłam na siebie kurtkę i trzymając w ręce książkę pożyczoną od przyjaciółki wyszłam z kawiarni i skierowałam swe kroki w stronę ulicy, przy której znajdowało się mieszkanie Jas. Szłam spacerem przez kilka minut, myśląc o wokaliście, którego miałam okazję ujrzeć po raz pierwszy dzisiejszego wieczoru, oraz o cudownej książce od Jasmine. W pewnym momencie zorientowałam się, iż od wyjścia z lokalu, ktoś idzie za mną krok w krok. Zaczęło się ściemniać, więc trochę wystraszona odwróciłam się powoli do tyłu. Moim oczom ukazał się rudowłosy mężczyzna, który jeszcze kilkanaście minut temu wykonywał piosenki doprowadzające mnie do łez.
- Oo... Edward?
Nie pamiętałam dokładnie jego imienia, gdyż zanim jeszcze zaczął śpiewać nie byłam zbytnio zainteresowana jego osobą.
- Tak?
Jeszcze bardziej ode mnie zdziwiony odpowiedział niepewnie, poprawiając przy tym gitarę, która znajdowała się na jego plecach.
- To Ty śpiewałeś przed chwilą w kawiarni za rogiem? Cudownie. Cieszę się, że istnieją na tym świecie jeszcze ludzie, którzy potrafią poprzez jedną piosenkę przekazać tak wiele.
Najwyraźniej nie wiedział co ma powiedzieć. Ja uśmiechnęłam się do Niego delikatnie, po czym odwróciłam się i kontynuowałam drogę do Jasmine. Już po niespełna kilku minutach weszłam przez duże drzwi do kamienicy i wbiegłam po schodkach na pierwsze piętro. Gdy już się tam znalazłam zapukałam do drzwi. Otworzyła mi ciemnoskóra kobieta o ślicznych, długich i ciemnych włosach, które były idealnie ułożone. Miała ogromne, czekoladowe oczy przyciągające uwagę oraz śliczny, szeroki uśmiech.
- Cześć.
Cmoknęłam ją na powitanie w policzek, a następnie przekroczyłam próg drzwi. Przeszłam korytarzem do salonu i usiadłam na sofie, zdejmując przy tym moją skórzaną kurtkę.
- Jak już mówiłam przez telefon, książka od Ciebie bardzo mi się spodobała. Bardzo wciągająca.
Uśmiechnęłam się szeroko do Jasmine, która krzątała się gdzieś po kuchni.
- Mówiłam Ci! Jest fantastyczna! Zaparzę Ci herbaty, bo z tego co widzę zmarzłaś. Dlaczego tak się ubierasz w marcu?! Zgłupiałaś?!
Moja przyjaciółka zaśmiała się, a następnie weszła do salony z dwoma kubkami gorącej herbaty cynamonowej. Zapach cynamonu wypełnił już cały salonik, co sprawiło, iż miałam coraz większą ochotę na jej wypicie.
- A tak ogólnie, co u Ciebie słychać, Wiktorio?
Zapytała Jasmine, zajmując wolne miejsce obok mnie i uśmiechając się delikatnie i uroczo zarazem.
- U mnie całkiem w porządku...
Skłamałam. Dlaczego? Może chciałam uniknąć poważnej rozmowy? Zachowałam się jak małe dziecko. Ale po prostu nie chciałam teraz zwierzać się przyjaciółce i obarczać jej moimi problemami.
- A u Ciebie Jasmine?
Uśmiechnęłam się do niej szeroko i złapałam obiema rękoma kubek pełen ciepłej, przepysznej herbaty.
- No właśnie... Miałam powiedzieć Ci razem z Chuckiem, ale... Nie mogę już dłużej czekać. Pobieramy się!
Krzyknęła głośno, a ja wstałam aby móc ją przytulić.
- Cudowna wiadomość! Pasujecie do siebie idealnie!
Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko. A w myślach tylko jedno "Dlaczego ja nie mam takiego szczęścia?".
- Wiem. Zobacz jaki dostałam pierścionek. Nie przypuszczałam nawet, że sam potrafi wybrać takie cudeńko. Jejuu, będziesz mi musiała pomóc z wyborem sukni. Mam kilka szkiców, ale to się jeszcze dopracuje... A jak sądzisz, jakie kwiaty?
Nachyliłyśmy się z Jasmine nad cudownym srebrnym, pierścionkiem, posiadającym piękny, mały diament.
- Masz jeszcze sporo czasu, kochanie.
Uśmiechnęłam się szeroko, a następnie cmoknęłam ją w czoło troskliwie i zaśmiałam się cicho. Podeszłam szybko do pianina znajdującego się przy oknie i zagrałam na nim wstęp do marsza weselnego Mendelssohna.
- Będziesz musiała mi zagrać na ślubie Wiktorio...
Jasmine znów uśmiechnęła się szeroko, dzięki czemu ukazywała swoje śnieżnobiałe zęby kontrastujące z jej ciemnym kolorem skóry.
Po kilku godzinach spędzonych u przyjaciółki, około dwudziestej pierwszej, wracałam już do mieszkania. Co prawda nie chciałam tam wracać, gdyż wiedziałam co mnie czeka. Robienie kolacji dla Konrada, sprzątanie kuchni i oglądanie brytyjskich seriali.
Stanęłam przed drzwiami do mieszkania i zaczęłam grzebać w torebce w poszukiwaniu kluczy. Nagle jednak zaprzestałam, gdyż usłyszałam czyjś głos zza drzwi.
- No dobrze, ale idź już Kasiu... Zaraz wróci od tej swojej przyjaciółki, a chyba nie chcielibyśmy żeby Cię tu zobaczyła, co? Idź kocie. Widzimy się jutro.
- Jasne. Już idę się ubrać...
Kasiu? Skoro już mnie zdradzał, mu nie robić tego w naszym mieszkaniu! Otworzyłam gwałtownie drzwi i moim oczom ukazał się Konrad obejmujący w pasie jakąś kobietę.
- Gdzie schowałeś moją walizkę?
Spytałam starając się nie patrzeć na pół nagą dziewczynę, która gdzieś w naszej sypialni zgubiła bluzkę oraz biustonosz.
- Wiki, zrozum mnie...
- Wiktoria, jak już coś. A tak w ogóle - skoro już mnie zdradzasz, rób to w jakimś innym miejscu niż nasze mieszkanie!
Uniosłam głos, a następnie szybkim krokiem przeszłam do sypialni i wyszarpałam z szafy walizkę.
Od dwóch godzin siedziałam wycieńczona, z rozmazanym makijażem, na ławce znajdującej się na lotnisku. Spojrzałam na zegarek. Godzina piąta rano. W korytarzu znajdowało się kilkadziesiąt ławek. Prawie wszystkie były puste. Światło zostało lekko przygaszone, aby pasażerowie czekający na swój lot mogli spokojnie przespać noc. Na ławce obok spała starsza kobieta z dwójką małych dzieci. Położyli oni głowy na swoich walizkach. Ja czekałam na otwarcie kas, gdyż chciałam jak najszybciej kupić bilet na lot do Polski i uciec z tej cholernej Anglii. Nagle kobieta siedząca obok przebudziła się i usiadła na skraju ławki, wykonując ostrożne ruchy, by nie obudzić dzieci.
- Gdzie pani leci?
Zapytała przyglądając się mi z lekkim uśmiechem.
- Do Polski.
Odpowiedziałam niezbyt przyjemnym tonem nawet nie zerkając na pytającą.
- Polka?
Spytała po polsku kobieta, a ja dopiero teraz odwróciłam głowę w jej stronę.
- Owszem.
- Radzę Ci dziecko, zostań tutaj. Dawno temu przyleciałam tu z Polski. Sama. Od tamtej pory prowadzę spokojne życie, pensjonat. Jestem naprawdę szczęśliwa. To moje wnuki z Polski.
Zerknęła z uśmiechem na dwójkę maluchów.
- Dzisiaj przylatują tutaj ich rodzice. Czekamy na nich od wczorajszego wieczora, gdyż mieli przylecieć wczoraj, aczkolwiek lot się opóźnił. Dzieci są tu szczęśliwe, ja jestem szczęśliwa, mój syn z żoną zapewne też będą... Cokolwiek się stało - zostań w Londynie kochanie.
Poklepała mnie po ramieniu, lecz zaraz po tym obudziła dzieci i z szerokim uśmiechem wraz z nimi podeszła do dwójki dorosłych ludzi, którzy właśnie przylecieli z Wrocławia. Na ich widok sama uśmiechnęłam się lekko. Wyobraziłam sobie jak mogłoby wyglądać moje życie w Polsce. Wróciłabym do Krakowa, zamieszkałabym u mamy, nie mogłabym znaleźć pracy, opiekowałabym się moim młodszym bratem - Dominikiem, sprzątałabym dom, całymi dniami wyobrażała sobie moje życie w Londynie.
- Nie...
Szepnęłam sama do siebie, po czym wstałam z ławki i z ogromną walizką wyszłam z hali lotniska Heathrow Airport. Wsiadłam w pierwszą lepszą taksówkę i kazałam się zawieźć do mojej ukochanej kawiarni, w której zawsze czytałam książki i piłam najwspanialszą kawę w mieście.
Gdy dotarłam już na miejsce, zapłaciłam taksówkarzowi i wysiadłam następnie wyjmując walizkę z bagażnika. Na drzwiach wejściowych zauważyłam ogłoszenie. "Poszukiwany współlokator. Więcej pod numerem (...)" Przyjrzałam się karteczce, po czym wyciągnęłam z kieszeni telefon komórkowy i wykręciłam numer. Nie chciałam zwalać się na głowę mojej Jasmine, dlatego też od razu postanowiłam się ogarnąć i znaleźć sobie jakieś mieszkanko. Odebrał mężczyzna. Zdziwiłam się trochę, gdyż nie wiadomo dlaczego, przekonana byłam, iż odbierze kobieta.
- Witam. Dzwonię w sprawie ogłoszenia o poszukiwanie współlokatora. Co prawda jestem współlokatorką, ale mam nadzieję, że to nie odgrywa większej roli... ?
Zapytałam niepewnie.
- Dobry wieczór. Oczywiście, że nie. Czy moglibyśmy się spotkać? Bądź co bądź, ale niektóre sprawy łatwiej załatwiać osobiście...
Rozmówca zaśmiał się przyjaźnie, co wywołało uśmiech na mojej twarzy.
- Jasne. Jestem teraz w The Double Cafe. Może być tutaj, czy proponuje pan inne miejsce?
- Double Cafe? Idealnie. Właśnie tam teraz idę. Pojawię się za dziesięć minut. Proszę poczekać przy stoliku obok okna. Do zobaczenia.
Rozłączył się. Zaskoczona tym, iż mężczyzna o godzinie siódmej rano wybiera się do kawiarni, postanowiłam pójść do toalety i trochę się ogarnąć po nieprzespanej nocy. Weszłam do kawiarni uśmiechając się do kelnerki i już miałam iść do ubikacji, gdy bez zastanowienia spytałam.
- Przepraszam, czy nie poszukują przypadkiem państwo zastępstwa za poprzednią kelnerkę, która ze względu na ciążę musiała zrezygnować z pracy?
Zerknęłam pytająco na kobietę, lecz ona tylko odrzekła z lekkim uśmiechem.
- Tak... Ale musiałaby pani porozmawiać z szefem. Będzie tu za jakieś piętnaście minut.
- Rozumiem.
Odpowiedziałam przyjemnym uśmiechem i potaknęłam głową, po czym weszłam do toalety i widząc swoje odbicie w dużym lustrze zaśmiałam się głośno.
Czekałam na lokatora mieszkania już ponad piętnaście minut. Zdążyłam wypić przez ten czas dwie herbaty i zamówiłam trzecią. Zaspana starałam się powstrzymać od zaśnięcia na blacie stołu. Zerknęłam na ekran telefonu położonego na dębowej ławie. Wyświetlało się na nim 18 nieodebranych połączeń od Konrada. Na ich widok zaśmiałam się tylko kpiąco, lecz szybko uniosłam się nerwowo, gdyż usłyszałam trzask drzwi wejściowych do ciasnej kawiarni oraz ciche, aczkolwiek wypowiedziane bardzo przyjemnym głosem "Dzień dobry".
Świetne <3
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie ;)
Meega .. <3
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń